Farmafia i hantawirus
Wg babylonianempire.wordpress.com
Zgony spowodowane hantawirusem z antarktycznego laboratorium biologicznego. Ujawniono pomoc NATO i Rotszyldów dla Ukrainy
Autor: Yoichi Shimatsu Wyłącznie dla serwisu Rense 28.05.2026
Wojowniczy establishment medyczny NATO obarczył winą za śmiertelny wybuch epidemii hantawirusa niewinną szczurzycę subtropikalną, która udaremniła tajną operację mającą na celu zarażenie Rosjan w strefie działań wojennych na Ukrainie. Ten śmiertelny wypadek, który spotkał ekspertów od broni biologicznej udających „turystów” na biegunie południowym, byłby klasycznym przypadkiem totalnego chaosu, gdyby ośmiu – a być może więcej – członków tajnej operacji nie zginęło, a wielu innych nie trafiło do szpitala po ekspozycji na wirusa podczas tajnej misji w tajemniczym laboratorium NATO na Antarktydzie. Od czasu tej nieudolnej katastrofy laboratoryjnej na początku maja dziesiątki europejskich i amerykańskich „turystów”, znanych również jako eksperci ds. broni masowego rażenia (BMR), znajdujących się na pokładzie statku turystycznego MV Hondius (zarejestrowanego w Holandii) powiązanego z Rothschildami, przebywają pod obserwacją medyczną w całej Afryce Południowej, Europie Zachodniej, Wielkiej Brytanii i Irlandii, a także w Nebrasce. Parafrazując Juliusza Cezara: Przybyli, zobaczyli, zostali pokonani przez ducha nieistniejącego szczura!
Zachodni „eksperci” od wojny biologicznej i chemicznej zafałszowali liczbę ofiar śmiertelnych, sprowadzając ją do zaledwie trzech zgonów – belgijskiej pary i Hiszpana – podczas gdy wcześniejsze dane wskazywały na osiem ofiar śmiertelnych oraz dziesiątki osób z powiązanymi obrażeniami. Oficjalną winę za rzeź związaną z wojną biologiczną przypisano szczurowi andyjskiemu – dalekiemu kuzynowi wiewiórki Alvina. To fałszywe przedstawienie źródła choroby przypomina sposób, w jaki „gwei-lo” – chiński termin oznaczający „białe duchy” – tak szybko obwinili za pierwsze zakażenia COVID w Chinach tropikalnego nietoperza, który rzekomo zbłądził 700 mil od swojego naturalnego środowiska w tropikach, aby zbombardować region chińskiej Żółtej Rzeki śmiertelnym szczepem koronawirusa. Ta dezinformacja o nietoperzach rzekomo spowodowała globalną pandemię koronawirusa – a nie bardziej bezpośredni czynnik sprawczy, jakim był wyciek próbki patogenu z chłodni w klinice badawczej w Wuhan pod nadzorem amerykańskim. „Gwei” – białe duchy, czyli nieetyczni, makabryczni naukowcy z Zachodu – zarówno wtedy, jak i dziś chętnie zrzucają winę za swoje niedbalstwo na fikcyjne, zbuntowane dzikie zwierzęta, zamiast przyznać się do swojej nieudolnej i niekompetentnej roli w nielegalnych eksperymentach z bronią biologiczną, które poszły nie tak.
Zachodni „eksperci” od wojny biologicznej i chemicznej zafałszowali liczbę ofiar śmiertelnych, sprowadzając ją do zaledwie trzech zgonów – belgijskiej pary i Hiszpana – podczas gdy wcześniejsze dane wskazywały na osiem ofiar śmiertelnych oraz dziesiątki osób z powiązanymi obrażeniami. Oficjalną winę za rzeź związaną z wojną biologiczną przypisano szczurowi andyjskiemu – dalekiemu kuzynowi wiewiórki Alvina. To fałszywe przedstawienie źródła choroby przypomina sposób, w jaki „gwei-lo” – chiński termin oznaczający „białe duchy” – tak szybko obwinili za pierwsze zakażenia COVID w Chinach tropikalnego nietoperza, który rzekomo zbłądził 700 mil od swojego naturalnego środowiska w tropikach, aby zbombardować region chińskiej Żółtej Rzeki śmiertelnym szczepem koronawirusa. Ta dezinformacja o nietoperzach rzekomo spowodowała globalną pandemię koronawirusa – a nie bardziej bezpośredni czynnik sprawczy, jakim był wyciek próbki patogenu z chłodni w klinice badawczej w Wuhan pod nadzorem amerykańskim. „Gwei” – białe duchy, czyli nieetyczni, makabryczni naukowcy z Zachodu – zarówno wtedy, jak i dziś chętnie zrzucają winę za swoje niedbalstwo na fikcyjne, zbuntowane dzikie zwierzęta, zamiast przyznać się do swojej nieudolnej i niekompetentnej roli w nielegalnych eksperymentach z bronią biologiczną, które poszły nie tak.
I tak oto „białe demony” znów się za to zabierają – chodzi o tajne badania nad bronią biologiczną – po raz kolejny próbując zatuszować sprawę, zrzucając winę za śmiertelną epidemię wirusową na pokładzie statku rzekomo wywołaną przez zbłąkanego szczura podczas postoju w argentyńskim porcie. To kłamstwo wywołało falę niedowierzania w najbardziej na południe wysuniętym mieście Ushuaia, gdzie odwiedzający „turyści”, czyli mikrobiolodzy i lekarze wojskowi, delektowali się najlepszą argentyńską wołowiną i popijali czerwone wino – nie niepokojeni przez szczury, myszy i inne szkodniki w tym chłodnym klimacie. Natychmiast po wybuchu śmiertelnych infekcji w tajemniczym laboratorium biologicznym na Antarktydzie NATO wymyśliło kampanię PR opartą na kłamstwie, zrzucając winę za niechlujne, przypadkowe uwolnienie wirusa na bezdomnego szczura. W pośpiechu, by odwrócić winę, propagandowi pismacy nie wzięli pod uwagę ogromnej różnicy temperatur między argentyńską prowincją Chubut – końcowym punktem siedlisk szczurów andyjskich – a mroźnym regionem Santa Cruz na południu, na południowym krańcu Ziemi Ognistej. W ostatnim porcie dla lądowych szczurów, w Ushuaia, zarejestrowany w Holandii liniowiec wycieczkowy zacumował na postój w celu odpoczynku i uzupełnienia paliwa przed dalszą podróżą w kierunku Antarktydy. Odległy i opustoszały region Ushuaia to miejsce, w którym ekspedycja Beagle Charlesa Darwina zatrzymała się, aby uniknąć gwałtownych antarktycznych burz. W mieście tym znajduje się również szwajcarska klinika, choć brakuje w niej hordy myszy, które mogłyby wygryzać dziury w liofilizowanym serze.
Niezbitym dowodem obalającym fałszywe twierdzenia propagandystów NATO dotyczące przyczyny śmierci pasażerów na pokładzie holenderskiego statku MV Handius jest całkowity brak doniesień o zakażeniach hantawirusem w tej położonej na dalekim południu Argentyny społeczności. Lokalny Instytut Malbran, czołowe argentyńskie centrum badań nad chorobami zakaźnymi, nie odnotował ani jednego przypadku zakażenia lub zgonu spowodowanego hantawirusem wśród mieszkańców właśnie ze względu na zimny klimat tego regionu, który uniemożliwia przenoszenie wirusa. Tymczasem sponsorzy tej skazanej na porażkę wyprawy z NATO i rodziny Rothschildów zgłosili 3 zgony na pokładzie statku, podczas gdy wstępna liczba ofiar śmiertelnych na Antarktydzie wynosiła osiem, a co najmniej dwa tuziny pasażerów miało poważne infekcje. Europejskie władze zdrowotne – prawdopodobnie pod silną presją winnych tego stanu rzeczy ważnych osobistości z sojuszu NATO – nalegały na skorygowanie liczby ofiar śmiertelnych. Niższa liczba zgonów może wynikać z faktu, że niektórzy „turyści” zostali zarejestrowani pod fikcyjnymi nazwiskami, aby uniemożliwić ich identyfikację jako personel NATO zaangażowany w nielegalne eksperymenty z bronią biologiczną, co ujawniła katastrofa związana z hantawirusem na Antarktydzie.
Zaniżona liczba ofiar wskazuje na zakrojone na szeroką skalę i niemożliwe do utrzymania oficjalne tuszowanie faktów dotyczących produkcji środków do wojny biologicznej w laboratorium w regionie zimnym, prowadzonym przez jedno z państw członkowskich; głównymi podejrzanymi ośrodkami badawczymi są baza amerykańska w Cieśninie McMurdo oraz brytyjska placówka antarktyczna, przy czym ta ostatnia prawdopodobnie współpracuje z australijskim laboratorium w strefie zimnej. Siedem pozostałych ośrodków badawczych sponsorowanych przez inne państwa można pominąć ze względu na ich mniejszą liczbę pracowników, co ogranicza możliwości badawczo-rozwojowe. Jest mało prawdopodobne, aby ośrodek w Holandii był bezpośrednio zaangażowany w badania i testy broni biologicznej ze względu na holenderską politykę rutynowej rotacji personelu wojskowego w ramach poboru do służby, wynikającą z publicznego sprzeciwu wobec stałej armii posiadającej broń masowego rażenia. Wysoki wskaźnik rotacji personelu pracującego nad projektami broni masowego rażenia wiązałby się z niedopuszczalnym ryzykiem, że niezadowolony pracownik laboratorium ujawni zbrodnie wojenne lokalnym mediom.
Odmowa NATO przyznania się do „przypadkowego” uwolnienia uzbrojonego hantawirusa w laboratorium państw członkowskich na Antarktydzie splata się z nieustanną niechęcią Argentyny wobec brytyjskiego zwycięstwa militarnego w wojnie o Falklandy za czasów Margaret Thatcher. Tradycyjny brytyjski kolonializm rzeczywiście wiąże się z badaniami nad bronią specjalną oraz nielegalnym ośrodkiem produkcji i laboratorium badawczym broni biologicznej w Porton Down, niedaleko Stonehenge. Wojna biologiczna pozostaje standardową bronią – choć z podstępną ostrożnością przed przeciekami informatorów – dla Brytyjczyków przynajmniej od czasu wojny burskiej przeciwko holenderskim kolonistom, mającej na celu podporządkowanie sobie i skolonizowanie Afryki Południowej. Kolejnym czynnikiem sprzyjającym roli Brytyjczyków w antarktycznej porażce jest trwała pamięć narodowa o atakach gazem chlorowym na angielskie okopy podczas I wojny światowej na froncie belgijskim. Tajemnicza brytyjska obsesja na punkcie „broni specjalnej”, w tym gazu paraliżującego i toksyn biologicznych, jest zatem wspierana przez ścisłą koordynację między brytyjskimi siłami zbrojnymi a agencją wywiadowczą MI-6 (najbardziej znaną z „fikcyjnego” agenta 007 Jamesa Bonda), w ramach bliskich relacji chronionych przez rząd brytyjski na wszystkich szczeblach, przy jednoczesnym udawaniu publicznej niewiedzy – podczas gdy w rzeczywistości większość Brytyjczyków wie o nielegalnej produkcji broni specjalnej, ale po prostu milczy.
Biorąc pod uwagę kult tajemnicy, bliscy ofiar fiaska związanego z użyciem gazu paraliżującego na Antarktydzie powinni wszcząć postępowanie sądowe obejmujące wszystkie państwa członkowskie NATO przeciwko rządowi Wielkiej Brytanii (Downing Street 10) w związku z celowym wprowadzaniem w błąd na temat ofiar śmiertelnych i rannych w wyniku użycia broni biologicznej wśród pasażerów statku MV Hantius. A jeśli chodzi o kosmiczną synergię, czy nie jest dziwne, że afera związana z hantawirusem miała miejsce właśnie na pokładzie statku o nazwie Hantius? A może wynikało to z typowego brytyjskiego poczucia humoru?…
Mroczny wątek zagęszcza się, gdy weźmie się pod uwagę, że holenderski operator turystyki morskiej ma jako jednego ze swoich głównych inwestorów Rothschild Investment Group , będącą głównym lobbystom kampanii antyrosyjskiej prowadzonej przez ukraińskiego przywódcę żydowskiego Wołodymyra Zełenskiego...
Odciski palców plutokracji Rothschildów
Kolejnym zadaniem w tym dochodzeniu jest zerwanie zasłony tajemnicy skrywającej powiązania finansowe linii rejsowej. Nikt inny jak fortuna Rothschildów nie jest zamieszana w tajne partnerstwo finansowe z operatorem Hondius. Istnieje powiązanie między koronawirusem a hantawirusem. Brytyjski majątek Rothschildów jest mocno zainwestowany w firmę Moderna, produkującą leki na ptasią grypę, prawdopodobnie kolejny cudowny lek na pandemię. Jak dotąd nie ma leku ukierunkowanego konkretnie na hantawirus, co z pewnością stanowi kolejny dochodowy rynek po tej skandalicznej podróży przez Biegun Południowy.
Kolejnym niepokojącym czynnikiem jest fakt, że najstarszą damą rodziny magnatów jest Lynn Forester de Rothschild, żona zmarłego właściciela i redaktora naczelnego londyńskiego magazynu The Economist, sir Evelyna de Rothschilda . Madame Lynn zyskała rozgłos społeczny jako finansistka kampanii i mentorka Hillary Clinton podczas jej prezydenckiej kampanii, a co jeszcze bardziej niepokojące, zarządzała lotniskiem Teterboro w New Jersey, gdzie Forester zapewniała prywatne samoloty Jeffreyowi Epsteinowi w okresie jego świetności jako amerykańskiego arcypedofila i alfonsa bogatej elity. Jej rozległe powiązania jako donatora wyborczego rzeczywiście byłyby furtką do rządowej zgody na kolejny wielki lek na pandemię. To z kolei rodzi widmo potencjalnego kandydata farmaceutycznego, który jest obecnie opracowywany w zaostrzonym rygorze, lodowatym laboratorium na Antarktydzie. Jeśli tak jest w istocie, to zarówno wybuchy epidemii hantawirusa, jak i koronawirusa mogły zostać cynicznie zaplanowane, aby pozyskać fundusze od podatników dla nieuczciwego przemysłu farmaceutycznego. Od Wuhan w Chinach po Ushuaia w południowej Argentynie, cyniczny przemysł farmaceutyczny odkrył dość odległe ośrodki zakażeń – trudne do zweryfikowania i łatwo utajnione przed niezależną oceną przez czołowych ekspertów medycznych niezwiązanych bezpośrednio z sektorem farmaceutycznym …
Uwaga: Yoichi Clark Shimatsu obszernie opisywał kulisy programów wojny biologicznej związanych z koronawirusem, prowadzonych w laboratoriach na kampusach czołowych uniwersytetów w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Wielkiej Brytanii i Japonii; znaczna część tych materiałów powstała przy wsparciu serwisu Rense.com i została tam opublikowana. Podczas swoich pierwszych lat studiów na Uniwersytecie Purdue (który wówczas prowadził wiodący na świecie program biochemiczny) on i kilku innych studentów zostało poddanych weryfikacji w celu dołączenia do biochemicznego ramienia tajnego programu kontroli umysłu, co rozpoczęło się od ofert pracy od firmy Eli Lilly. Nierozwiązana sprawa zabójstwa ich profesora biochemii – czołowego doradcy firmy Lilly – doprowadziła do decyzji siedmiu najlepszych studentów, w tym autora niniejszego tekstu, o rezygnacji z programu biochemii, zamiast współpracować z programem, który okazał się być programem MK-ULTRA prowadzonym przez CIA. Od czasu tego wczesnego rozczarowania spowodowanego oficjalnym złamaniem zasad etyki naukowej, autor napisał wiele na temat szkód politycznych i przestępczego czerpania zysków pod przykrywką „nauki” – medycznej, farmakologicznej i innej, w tym na temat tła badań laboratoryjnych nad bronią biologiczną w Wisconsin, Kanadzie, Japonii i Wielkiej Brytanii, które doprowadziły do pandemii COVID. Postęp naukowy czy masowe morderstwo? Sami oceńcie.
Komentarze
Prześlij komentarz